piątek, 18 lipca 2014

Odcinek 31 - Prawdziwe uczucia, na które przyszedł odpowiedni czas

            Szła powoli, co chwile przystawała, by usiąść na ławeczce, albo oprzeć się o drzewo. Przechodni patrzyli na nią, jak na obłąkaną, ale ona nie zaprzeczała. Tak się czuła. Jej ciało jej nie słuchało. Szła, jak zaklęta, do miejsca, którego nienawidziła. Gdy ujrzała zarys swojego dawnego domu, wiedziała, że teraz już nie odwrotu. Z trudem powstrzymywała łzy, które coraz mocniej chciały wydostać się na zewnątrz. Bała się, czuła lęk, lecz wiedziała, że musi to zrobić, podjąć odpowiednią decyzję. Zacisnęła mocno pięści, a następnie ruszyła przed siebie. Dotarła do drzwi wejściowych, nacisnęła za klamkę i …

***

            Gdy siedziała na balkonie, w swoim mieszkaniu, zaczęła się zastanawiać, jak sobie poradzi, czy uda jej się wychować dziecko i czy, najważniejsze, wybaczy swojemu ojcu za czyny. Chwyciła kubek herbaty, patrząc na piękne wieczorne słońce. Wzięła łyk napoju, a następnie usłyszała, że ktoś dzwoni do domu. Była zdziwiona tym faktem, więc niepewnie zaczęła iść w stronę drzwi. Otworzyła drzwi i ujrzała stojącego mężczyznę, ubranego w elegancki, drogi garnitur.
- Witam! – ukłonił się lekko – Mam na imię Richard Buchanen. Jestem agentem ubezpieczeniowym, mam dla pani niesamowitą ofertę, czy mogę wejść i ją przestawić? – Erza odetchnęła z ulgą. Na jej twarzy zagościł delikatny uśmiech.
- Przykro mi, ale mam już umowę z jedną firmą ubezpieczeniową, więc podziękuję. – Już chciała zamykać, gdy nagle zobaczyła błysk jakiegoś przedmiotu.
- A mamy ubezpieczenie na życie? – mężczyzna uśmiechnął się szeroko, po czym pokazał, że coś ma torbie, wymierzonego prosto w dziewczynę.  Erza zagryzła zęby, chciała szybko zamknąć drzwi i jakoś uciec, ale nagle przypomniała sobie.
- Dziecko. – Dotknęła brzucha. – Proszę wejść… - rzekła drżącym głosem. Przepuściła Richarda, by mógł wejść do środka. Od razu skierował się w stronę salonu, gdzie usiadł wygodnie na kanapie. – Mogę wiedzieć, czemu zawdzięczam tę wizytę? – gdy już zamknęła drzwi, wiedziała, że nie ma jak uciec.
- Aaa, nie jesteśmy pewni, co do panienki Heartfilii, czy przyjdzie. – Wyjaśnił jej mając perfidny uśmiech na twarzy.  
- Znowu ona! – Erza była wściekła, że już po raz drugi naraża życie jej rodziny. – A dlaczego ja?!
- Bo jest w ciąży, z człowiekiem, który uratował życie panience Lucy.
- Herbaty? – zapytała nastawiając wodę w czajniku.
- A chętnie. Mogę powiedzieć pani coś szczerze? – zapytał niespodziewanie Erzę.
- Oczywiście. – Nie pozostało jej nic innego, jak tylko się zgodzić.
- Nie chcę pani skrzywdzić. Nie lubię zabijać, ale mam dług u NIEGO. Dlatego proszę niczego nie robić, dopiero wtedy, jak rozkażą panią zabić, to… proszę mnie zastrzelić. – Erza z wrażenia wypuściła szklankę na podłogę. Szybko zaczęła zbierać kawałeczki szkła z ziemi, by wyrzucić je do śmietnika.
- Nie wiem czy będę wstanie. – Próbowała znaleźć jakieś rozwiązanie.
- Będzie pani musiała być.  – To była jedyna droga.

***

            Dwóch strażników prowadziło jakiegoś mężczyznę, do miejsca, w którym rzekomo parę dni temu zginął Cobra. Gdy tylko doszli na miejsce, zauważyli, że dyrektor placówki, już czeka na więźnia.
- Pan Jose Porla? – zapytał się czarnowłosy mężczyzna.
- Tak. – Odpowiedział niepewnym głosem, były Komisarz Główny Phantom Lord. – Ma pan do mnie jakąś sprawę?
- Oczywiście, że tak. Czy wie pan kim jest Acnologia? – zapytał z uśmieszkiem na twarzy dyrektor.
- A pan to się nie przedstawi? – Porla rozsiadł się wygodnie na krześle, udając lepszego od innych.
- Mam na imię Mackbet Orasion. A teraz dostanę odpowiedź?! – ponowił pytanie, tym razem ostrzejszym i groźniejszym tonem.
- Oczywiście, że wiem. Przecież służył z moim ojcem.  A co?! Chcecie mi zapłacić za milczenie?! – nie znał tamtego człowieka i nie mógł wiedzieć, że to będą jego ostatnie słowa. Makbet wyjął jakiś przedmiot za pasa. Okazało się, że jest to pistolet z tłumikiem. Zanim Jose zdążył cokolwiek zrobić, już leżał martwy w sali rozmów.
- Czasami lepiej milczeć, bądź kłamać. – Rzekł Orasion do zwłok.
- Panie Midnight, co z nim zrobić?! – do pomieszczenia weszło dwóch strażników.
- Czy ja nie mówiłem, że przy ludziach, masz mnie nazywać MACKBET! – ten przerażający wzrok i głos. Oboje strażnicy lekko ukłonili się w wyrazach przeprosin. – Dobrze, że tu nie ma nikogo żywego. Tylko ciekawe … Dlaczego dopiero teraz kazali nam go zabić?

***

            Gajeel czekał, o umówionej godzinie na człowieka, który miał mu wyznać prawdę… Wciąż rozglądał się dookoła siebie, jednak widział tylko, co jakiś czas przechodzącą zakochaną parę, albo dzieci wracające do domu, po szkole. Nagle zauważył czarną limuzynę, z której wysiadał mężczyzna w starszym wieku. Ku zdziwieniu policjanta, szofer podstawił Brainowi wózek inwalidzki, na którym usiadł, nie stawiając nogi na ziemi. Zaczął jechać w stronę Redfox, którego nachodziły coraz większe wątpliwości w związku z poznaniem prawdy.
- Witam. – Powiedział niespodziewanie pan Orasion. – Zapewne pan Gajeel Redfox?
- Tak, miło mi pana poznać. – Wyciągnął ku niemu rękę. Nie przyjął jej.
- Nie okłamuj ani mnie, ani siebie. Zbyt wiele lat żyję na tym świecie, żeby się pomylić, co do człowieka. Wiem, że mnie z całego serca nienawidzisz i wcale ci się nie dziwię. Sam siebie nienawidzę, dlatego, jak tylko zadzwoniłeś, zdecydowałem się wyznać swoje grzechy. – Wyjął z kieszeni chusteczkę i otarł nią oczy. – Na starość się żałuje, a ja wiele rzeczy zrobiłem, których dziś nie mogę sobie wybaczyć. Jedną z nich jest twój ojciec.
- Co zrobiliście z moim ojcem? – w końcu zdobył się na odwagę by coś powiedzieć. – Dlaczego i po co to wszystko było?
- Dla tego cholernego dokumentu, którego Acnologia, a raczej Acnologia Drugi nie może zdobyć!
- Jak to Acnologia Drugi? – Gajeel nie spodziewał się, że coś takiego usłyszy od tego człowieka.
- Opowiem ci sporo, ale masz mnie wysłuchać i nie przerywać. Acnologia to był mój kompan i to jemu służyłem podczas Wielkiej Smoczej Wojny, ale po jego śmierci nic nie było takie samo. Ten jego synalek tak naprawdę zniszczył wszystko, cały nasz dorobek, a ten dokument… to przekleństwo, a nie bogactwo. A twój ojciec…. Potrzebowaliśmy szpiega w FBI, a najlepiej się do tego nadawał Metalicana Redfox, bo … miał ukochaną matkę, którą za wszelką cenę pragną chronić. Wykorzystaliśmy to. Dwa razy. Raz gdy miał zostać wtyką, a dwa gdy miła ich zabić…
- Kogo?
- Człowieka, który był wszystkiemu winien…

Czternaście lat temu
7 czerwca X770 roku

            Ujrzał stojącego przed jego domem Braina Orasion. Już wtedy wiedział, że z tej wizyty nie wyniknie nic dobrego. Nie mógł nic zrobić, był świadomy tego, że czeka go zadanie, trudne zadanie. Westchnął ciężko, a następnie ruszył przed siebie, tworząc na swojej twarzy sztuczny uśmiech. 
- Witam! – powiedział, gdy tylko doszedł do stojącego mężczyzny. – Co pana tu sprowadza?
- Dzień dobry.  – Wyjął z kieszeni pudełko z cygarami, które nie były najtańszej roboty. – Sprowadza mnie tutaj ostatnia pańska robota w karierze szpiega.
- Ostatnia? Chyba, że chcecie mnie za chwilę zabić? – zadrwił Metalicana, jednak był świadomy, że w jego słowach jest sporo racji.
- Acnologia nie lubi bez sensu zabijać, a szczególnie swoich pupilków. Gdyby nie ty pewnie złapali by naszego kochanego szefa wiele razy. – Zaczął buszować po kieszeniach szukając czegoś. Metalicana wiedział, o co mu chodzi. Włożył rękę do lewej kieszeni i wziął do ręki zapalniczkę, którą podał mafiozie. – Dziękuję. – Odpowiedział grzecznie, a następnie zapalił cygaro. – Chcemy byś coś zrobił. Masz zabić pewnego człowieka i tylko to nam wystarczy. Masz to zrobi, gdy będzie jechał niedaleko południowej granicy miasta, tuż przy morzu. Jest tam niebezpieczny zakręt, więc … wiadomo, o co chodzi. W twoim domu, czeka na ciebie mały prezent. Wykorzystaj go, a potem wrzuć do morza, po tym … będziesz miał spokój. Masz to zrobić dzisiaj!  – Pomachał do niego, gdy za rogu wyjechał czarny Mercedes, który miał go zabrać. – Obyśmy się nigdy więcej nie zobaczyli. – Wsiadł do auta i odjechał.
- CHOLERA! – wrzasnął Metalicana wchodząc do domu. Już będąc w progu, złapał pierwszy przedmiot, który napotkał i rzucił nim o sąsiednią ścianę. Spojrzał na paczkę, która leżała na podłodze, zaraz przy kuchni. Podszedł do niej i rozpakował ją. Jego oczom ukazała się strzelba snajperska, a obok niej zdjęcie mężczyzny. – Niemożliwe. – Z wrażenie o mało, nie upuścił jej z rąk. Nie chciał tego robić, ale nie miał wyboru.  – Hahahaha!!! – zaczął się głośno śmiać.
- Tato, co się stało? – ze schodów zszedł mały Gajeel, który niedawno co wrócił ze szkoły.
- Muszę wrócić na chwilę do pracy, poczekasz na mnie? – podszedł do chłopca i pocałował go w czoło.  Gajeel kiwnął głową. – Jadłeś coś?
- Tak, babcia zrobiła mi kanapki. – Starsza kobieta tak bardzo pokochała to dziecko, że nie liczyło się dla niej nic innego. Nie ważna była choroba czy ból. Kochała małego Gajeela, tak samo jak swego synka.
- Dobra to ja idę, a ty wracaj do nauki. – Zapakował szybko broń, a następnie wyszedł z mieszkania. Wsiadł do samochodu i pojechał na wskazane miejsce. Nie było je trudno znaleźć, gdyż często telewizja pokazywała ten zakręt, przez wzgląd na duży wskaźnik śmiertelnych wypadków. 
            Minęło pół godziny. Wciąż czekał, a żaden samochód nie jechał. Jednak cały czas był w stanie gotowości. Chciał to już mieć za sobą, chciał po prostu wrócił do matki i synka. Nagle za rogu wyjechało auto. Przygotował się do strzału. Zaczynał namierzać cel. Spostrzegł, że mężczyzna wiezie ze sobą całą rodzinę, żonę i córkę. Na chwilę zawahał się. Wystrzelił. Sam nie wiedział kiedy, sam nie wiedział jak. Ze łzami w oczach widział przerażone twarze dziewczyn, gdy patrzyły na ciało ukochanego męża i ojca, a potem już tylko spadały, prosto do morskiej głębimy.  Wyjął z kieszeni zdjęcie „celu”, drżącymi rękoma podarł je i wyrzucił na wiatr. Strzelbę wziął ze sobą, a wracając do domu, wyrzucił ją.
- Krew… na rękach mam krew. – Spojrzał na swoje dłonie. Wrócił do domu i szybko poszedł do łazienki obmyć się. Tarł ręce tak mocno jak tylko mógł, ale wciąż widział czerwoną ciec, której nie sposób było się pozbyć. – Zawsze będę ją miał na swoich dłoniach.

13 luty X785 roku

            Gajeel siedział słuchając z niecierpliwością opowieści człowieka, który kazał jego ojcu zabijać. Pomimo tego, że usłyszał tak okrutną prawdę, nie chciał zabijać Braina. Wiedział, że nic mu to nie da, a on sam nie chciał się stawać mordercą.  Jednak wciąż miał pytania, a na jedno bał się poznać odpowiedzi.
- Kogo wtedy zabił mój ojciec? – odetchnął z ulgą, gdy wreszcie odważył się zapytać. 
- Gareth McGarden, był człowiekiem, który zwerbował Dragon Slayerów i nimi przewodził. 
- McGarden? – zapytał głośno. Z kimś kojarzyło mu się to nazwisko, nagle przerażonym wzrokiem spojrzał na starszego mężczyznę. Pamiętał Levy, ale nie mógł uwierzyć. – Jak miała na imię dziewczynka?
- Chyba … Levy… Tak mi się zdaje.
- Niemożliwe … - złapał się za głowę. Nie wiedział, czy to jest tylko przypadek, czy tej dziewczynie rodziców odebrał ojciec Gajeela.  – Będę musiał do niej pójść i … przeprosić.
- Zgaduję, że masz sprawy do załatwienia, ale jest jeszcze jedna ważna rzecz, o której ci muszę powiedzieć. – W rozmyślaniu przerwał mu Brain, który pragnął jedynie wyspowiadać się komuś ze swoich grzechów. – Proszę.
- Mów.

Siedem lat temu
7 lipca X777 roku

            Metalicana Redfox siedział, co chwilę biorąc ogromny łyk wódki. Cały dzień szło za nim dziwne przeczucie, że dzisiaj jest ostatni dzień jego życia. Nie wiedział, co ma robić, dlatego wysłał Gajeela na wycieczkę. Jego matka zmarła parę tygodni wcześniej, z wycieńczenia i ze starości, chociaż był szczęśliwy. Żyła ona o wiele dłużej niż ktokolwiek się spodziewał. Lekarze dawali jej miesiące, ona przeżyła lata.
Puk, puk
            Usłyszał pukanie do drzwi. Wstał i podszedł by je otworzyć. Ku jego zdziwieniu osobą, która przyszła mu z wizytą, był Brain Orasion, którego nie widział od siedmiu, długich lat.
- Nie zrobię niczego. – Odparł Metalicana zanim Brain zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Acnologia nie żyje. Od siedmiu lat. – Ta wiadomość zaskoczyła Redfox tak mocno, że stanął jak wryty i tylko patrzył na członka mafii. – Jednak jego syn, przejął po ojcu stanowisko. Prosi, bym cię zawiózł na spotkanie z nim.
- Nie! – był uparty. Wiedział, że z tego spotkania nie wyniknie nic dobrego.
- Zabijemy Gajeela. – To było nieuniknione. Zawsze posiadał słabe punkty. Zawsze miał słabość, która nie pozwoliła mu zaznać spokoju.
- Pójdę, ale nic więcej nie zrobię. – Wziął kluczyki, zamknął dom i poszedł za mężczyzną.
            Jechali w nieznane Metalicznie miejsce. Jednak z czasem zaczął on rozpoznawać to miejsce, ten zakręt. Nagle zatrzymali się, tuż nad przepaścią. Od siedmiu lat ta droga była zamknięta, gdyż policja uznała, że zbyt często zdarzają się tu wypadki.
- Co tu robimy? Gdzie nowy Acnologia? – cały czas zadawał pytania, ale nie mógł uzyskać odpowiedzi. Niespodziewanie podszedł do niego Brain, trzymając w ręku pistolet. – Rozumiem. Masz mnie zabić?
- Albo do nas dołączysz, albo zginiesz. – Postawił mu ultimatum. Jednak Metalicana wiedział dokładnie jaką decyzję podejmie.
- Zabawne. – Zaśmiał się. – Zginę, jak pies.
- Dołącz do nas! – błagał Orasion.
- Zabij mnie! – powiedział ostro. – Nigdy więcej nikogo nie zabiję! Podjąłem decyzję i z niej nie zrezygnuję!
- Dlaczego każesz mi to robić? – mężczyzna wciąż błagał.
- Dlaczego kazałeś mi to robić? – Brain zamknął oczy i strzelił. Martwe ciało opadło na barierkę, a następnie obróciło się i poleciało prosto do morza.
- Aaaaaaaaaaaaaaa!!!!! – wrzeszczał Orasion. Popatrzył się na broń, wycelował prosto w swój brzuch i strzelił.

13 luty X785 roku

            Gajeel wstał i zaczął iść, by znaleźć się jak najdalej od tego człowieka.
- Przepraszam, przepraszam, przepraszam … - krzyczał za nim cały czas Brain. Gajeel wiedział, czego on od niego chce. Przebaczenia. Jednak młody Redfox nie potrafił tego zrobić, nie był w stanie odwrócić się i spojrzeć na tego człowieka, nie próbując robić mu krzywdy. Dlatego odszedł, zostawiając zrozpaczonego człowieka samego.

***

            Rogue i Sting siedzieli w głównym pomieszczeniu, gdzie zazwyczaj sama przebywała Yukino. Zastanawiali się nad jakaś nową sprawą, gdy nagle do środka weszło dwóch mężczyzn.
- Witam, mam na imię Sawyer, a to mój przyjaciel Erigor. – Przedstawił się jeden z dziwnych gości. Sting zaczął bacznie się im przyglądać. Nie był specem broni, jednak wiedział, że tak dwójka trzyma za pasem po jednym pistolecie.
- Przykro mi, ale w tej chwili zajmujemy się pewną sprawą, więc nie przyjmujemy zgłoszeń! – ogłosił blondyn, podnosząc papiery, które razem ze swoim wspólnikiem przeglądali.
- Jest czarno. – Powiedział nagle Rogue, spoglądając za okno. Nie musiał tłumaczyć swojemu przyjacielowi, co to znaczy.
- Rozumiem. – Kiwnął głową Sting.  Po chwili jego wzrok utkwił się w sekretarce. – Rozbieraj się. – Dwójce przybyłych mężczyzn szczęka opadła do samej ziemi. Przełknęli głośno ślinę, a potem zaczęli bacznie się przyglądać temu, co robi sekretareczka. Powoli zaczęła podnosić swoją spódnicę do góry, ukazując piękne i zgrabne nogi. Coraz mocniej wyłupili wzrok, gdy ubranie było coraz wyżej i wyżej. Zatrzymała się i ujrzeli. Dwa pistolety przyczepione do jej ud. Wyjęła je i strzeliła, za nim dwójka gości była w stanie cokolwiek zrobić. Trafiła ich prosto w ręce. Złapali się za nie i uciekli, zostawiając detektywów w spokoju.
- Zboczeńce. – Oświadczył Sting, oglądając dokumenty. – Możesz się ubrać. – Dziewczyna kiwnęła głową, a następnie schowała bronie i wróciła do pracy.
- Oni się chyba nigdy nie nauczą? – zapytał się nagle Rogue.
- Ha! Póki będą przychodzić sami panowie, Yukino-chan rozgromi ich swoim zabójczym wdziękiem. – Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Znowu była akcja! – wszyscy spojrzeli w kierunku drzwi, gdzie stało dwóch młodych uczniów, niosących na plecaki.
- Frosh, Lector co wy tu robicie? – Sting był zaskoczony niespodziewaną wizytą młodzieży.
- My… - spuścili głowy, zdjęci plecaki i … - FERIE!!! – krzyknęli rzucając do góry tony podręczników.
- Może dla was, ale my tu pracujemy. – Próbował ich uspokoić Rogue.
- Rogue. – Spojrzała na niego słodko dziewczynka.
- No dobrze… - podszedł do niej i z całej siły ją przytulił.
- Ej, a ja? – odezwał się oburzony Sting
- Przykro mi wolę dziewczyny. – Lector powoli zaczął się odsuwać.
- Mówiłem o zgodzie, pacanie! – krzyknął cały naburmuszony Sting.
- A to przepraszam. – Chłopiec ukłonił się lekko. – Dziękujemy za gościnę…
- Ty mały! – blondyn ruszył na niego z pięściami.
- Hahaha. – Pozostała trójka zaczęła się głośno śmiać z wyczynów przyjaciół.


PROSZĘ PRZECZYTAJ!!! 
Drogi czytelniku

Nawet jeśli blog będzie zakończony proszę cię drogi czytelniku SKOMENTUJ, jak chcesz pójdź na inne moje BLOGI, POLUB moją stronę, albo naciśnij OBSERWACJĘ :)

19 komentarzy:

  1. Dobra. Zawsze mówiłam 'skomentuję następnym razem'. Problem w tym, że tan następny raz zawsze się przekładał. Jednak dzisiaj się przełamuję i ten następny raz jest dziś. :'3
    No więc tak - Ty to jednak wiesz jak zaskoczyć człowieka. Richard u Erzy?! Huh, będzie się działo, skoro poprosił Erzę o zabicie go jeśli on będzie musiał to zrobić z nią. W sumie nie dziwię się, że dziewczyna nie chce tego wykonać - w końcu jest w ciąży, Nie może się przemęczać, a do tego na pewno wie jak wielką wartość ma ludzkie życie.
    Historia ojca Gajeela była smutna... przez większość życia wykorzystywany i manipulowany. Człowiek to naprawdę okropna bestia - gdy czegoś chce, zrobi to za wszelką cenę. Zastanawia mnie tylko dlaczego Brain strzelił sobie w brzuch... czyżby to była forma pokuty względem Metalicany? Jednak pomimo tego - wciąż żyje i błaga jedynego syna Metalicany o wybaczenie.
    Akcja ze Stingiem i Lectorem była słodka. Uśmiech sam mi się nasunął na usta, gdy to czytałam. Widać było, że są najlepszymi przyjaciółmi.
    Mimo wszystko najbardziej zastanawia mnie Lucy. Co się stało dalej, gdy tylko nacisnęła tą klamkę? Kogo spotkała, lub co ujrzała? Wiesz, jak człowieka w niepewności trzymać, naprawdę.
    Przesłałabym wenę, jednak sama jej potrzebuję. Zamiast tego może Cię uściskam? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz mnie ściskać do woli :)

      Usuń
  2. Fajny rozdział ^_^ nie mogę się doczekać kiedy następny *>* co z Lucy..?? co tam zobaczyła ..??
    czekam na następną notkę. Mam także pytanie planujesz jeszcze drugie opowiadanie po Detektywie z przypadku ponieważ chętnie bym je czytała.. ^ - ^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trochę śmiałam się czytając twój komentarz. Detektyw to już moje drugie opowiadanie, a obecnie planuję zrobić czwarte opowiadanie, czyli w tej chwili piszę dwa opowiadania na raz, a niedługo będą trzy opowiadania na raz. Tu masz linki :
      http://paranormalactivityclub-nalu.blogspot.com/
      http://natsulucy-deathandlovestory.blogspot.com/

      Usuń
  3. Świetny rozdział.Biedny Gajeel,nie moge sie doczekać co bedzie z Lucy.A akcja z Yukino mnie rozwaliła tak samo scena ze Stingiem i Lectorem.Uwielbiam takie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, teraz to dopiero mnie ciekawość zżera!
    Kogo zobaczyła Lucy, gdy otworzyła drzwi?

    Strasznie szkoda mi Gajeel'a :/ Ach, przy czytaniu twojego opowiadania towarzyszy mi wiele różnych emocji raz smutek, raz radość i podekscytowanie.
    Akcja z Yukino - świetnie przerobiony moment. ;)
    Nie spodziwałam się tego, że taka "dziewczynka" jak ona, będzie miała broń.

    Tylko już mi się troszkę smutno robi, bo widzę, że opowiadanie już się kończy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo nowe, więc się nie martw, a co do tego opowiadania ... spokojnie na 100% jeszcze 8 rozdziałów, a może i więcej wyjdzie ;)

      Usuń
  5. WoW świetne. Jak zwykle. Widać, że się robi jeszczs ciekawiej niż było.
    " - Rozumiem. – Kiwnął głową Sting. Po chwili jego wzrok utkwił się w sekretarce. – Rozbieraj się. – Dwójce przybyłych mężczyzn szczęka opadła do samej ziemi. Przełknęli głośno ślinę, a potem zaczęli bacznie się przyglądać temu, co robi sekretareczka. Powoli zaczęła podnosić swoją spódnicę do góry, ukazując piękne i zgrabne nogi. Coraz mocniej wyłupili wzrok, gdy ubranie było coraz wyżej i wyżej. Zatrzymała się i ujrzeli. Dwa pistolety przyczepione do jej ud. Wyjęła je i strzeliła, za nim dwójka gości była w stanie cokolwiek zrobić. Trafiła ich prosto w ręce. Złapali się za nie i uciekli, zostawiając detektywów w spokoju." Dobra, pozdro z podłogi xD
    Nie widzę błędów... ah... Jednak jeden widzę.
    " Jechali w nieznane Metalicznie miejsce." Nie raczej Metalicanie? Ah te literówki...
    Wysyłam kontenery weny i czejam na następny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie literówka! To poprawka zrobiona przez Worda :)

      Usuń
  6. Łeee...czakałam cały tydzień na moment z Lucy,a ty mi nie dokończyłaś zUa kobieto..ale wybaczam :)
    Fried-ciekawie sie zapowiada
    Zgadzam sie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i jeszcze na moment z Lucy poczekasz .... HEHEHEHE !!! [i znowu przechodzę w tryb szatana ...]

      Usuń
  7. Tak bardzo liczyłam, że dowiem się co się będzie działo z Lucy, a tu lipa. Otwiera drzwi i tyle o niej było. Ty po prostu uwielbiasz kończyć w takich momentach, ale co tam już coraz bardziej się przyzwyczajam. Poczekam tydzień i mam nadzieję, że się dowiem. No chyba, że znowu przerwiesz :D. Erza za niedługo tak znienawidzi Lucy jak nie wiem. Znowu ktoś do niej przyszedł i jest to połączone z Lucy. Ciekawe jak to się dalej potoczy. Biedny Gajeel poznał przeszłość ojca. Nie dziwię się, że nie przebaczył Brainowi. Też bym pewnie tego nie zrobiła. Akcja z Yukino mnie rozwaliła. Śmiałam się jak głupia. No niezły chwyt mają.
    Cieszę się, że powraca ci wenka na Nowe Życie. Nie mogę się doczekać nowych rozdziałów oraz otwarcia nowego bloga. Z niecierpliwością będę wyczekiwać rozdziałów i otwarcia. Życzę wenki jak najwięcej. Do następnego :*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jak wyżej ... nie dowiesz się, ale będzie coś innego, co na 100% was zaskoczy :)
      Dzięki za przesyłaną wenę, ale niestety powróciła i znowu odleciała, ale może to zależy od momentów jakie muszę pisać, bo jedne są fajne, a drugie potrzebne i nie zawsze idą w parze ;)

      Usuń
  8. Przeczuwam że Erza się zemści na Lucy :D moja wyobraźnia mnie zabija ^^
    Ciekawe jak Levy zareaguje na przeprosiny Gajeela( pewnie prawy sierpowy i po sprawie :D)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział Boski! Biedny Gajeel, biedna Levy. Ten blog to jakiś prawdziwy horror..., który kocham! Nie mogę się już doczekać happy endu. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak mogłaś urwać akcję z Lucy w takim momencie... ty niedobra...
    Ale muszę przyznać, czasem zdarzyło ci się "zjeść" literkę, ale i tak to chyba był jeden z najlepszych rozdziałów na DZP jaki napisałaś. Nie chyba, na pewno! :D
    Nie miałam pojęcia, że motyw Gajeela tak bardzo mi się spodoba. Wspomnienia Metalicany i Braina... to był miód dla moich oczu xD Postarałaś się ^.^
    Na koniec muszę przyznać, nieźle się uśmiałam. Yukino i jej tryb Terminatora, nie wiem czemu, ale wyobraziłam ją sobie jako taką... no wiesz, pada odpowiednie hasło, a ona jak sterowana podnosi spódnice i wykonuje dalsze ruchy, a w głowie ma tylko "ZLIKWIDOWAĆ CEL. CEL NAMIERZONY" xDDD. Ale tak poważniej, to było to genialne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję :) I myślimy podobnie, bo jak to czytałam przy sprawdzaniu, to też miałam takie wyobrażenie Yukino :) A co do literówek ... nienawidzę sprawdzać, więc zawsze coś pominę, ale i tak mam nadzieję, że nie jest tak źle z moimi błędami :)

      Usuń
    2. Spokojnie, to były może z dwie niewielkie literówki. Mało istotne. Jakbym wyłapała jakiś poważniejszy błąd, to bym ci go podesłała ^.^ I fakt, zawsze się coś pomija -.- Wiem o tym aż za dobrze :D

      Usuń
  11. Ja chcę wiedzieć co dalej z Lucy! (co z tego, że za chwile się dowiem) Jednak najpierw dokończe komentarz ^.^
    Metalicana miał okropne życie T.T Szkoda mi go :'( Tak myślałam, że on zabił rodziców Levy.
    Końcówka najlepsza! I Yukino rozwaliła system :P

    OdpowiedzUsuń

Byłeś, przeczytałeś ?
Zostaw ślad po sobie.
Dla ciebie to tylko chwila, a dla mnie kamień z serca, że ktoś coś napisał :)